wtorek, 1 czerwca 2021

Zaległości...

Nie było mnie tutaj aż pół roku. Porwał mnie pęd życia. Praca, domowe obowiązki, dodatkowa praca, szkoła, zajęcia dodatkowe dzieci...i choroba.

W lutym "coś" mnie dopadło. 

Potężne mrowienie w nogach, drętwienie nóg, bezwład, brak energii i chęci do działania, zimne poty nocne, bezsenność, pieczenie skóry, kłucie w rękach i nogach, wysoki puls, przyspieszone bicie serca...

Zwolnienie lekarskie, które nie poprawiło mojego stanu.

Wizyta u psychiatry, który trochę pomógł mi podnieść się z kolan.

Milion myśli w głowie.

Strach.

Niekończące się wizyty u różnych lekarzy.

Badania, które niczego nie wykazały. 

Trzy miesiące na lekach uspokajających, które wyciszyły organizm i pomogły dojść do siebie.

Test na przeciwciała Covid, który niczego nie wykazał.

Podejrzenie depresji.

Ta niewiedza dobijała mnie i nadal dobija.

Dziś jednak funkcjonuję już w miarę normalnie i do pewnych rzeczy zaczynam sie po prostu przyzwyczajać.Czekam na rehabilitację na kręgosłup. Zdaniem Pani Neurolog tutaj tkwi przyczyna. Przez cały ten czas, kiedy walczyłam ze swoim organizmem, musiałam jednocześnie pracować, zajmować się domem i dziećmi. Musiałam jakoś funkcjonować w grupie - co było dla mnie ogromnym wysiłkiem. Pojawiały się różne myśli. Z jednej strony chciałam zniknąć, schować się przed całym światem, nawet umrzeć, a z drugiej strony walczyłam o zdrowie i siebie. Rozpaczliwie chciałam żyć i normalnie funkcjonować.

W tym czasie przekonałam się, kto jest prawdziwym przyjacielem...Na kogo mogę liczyć. Jestem mądrzejsza. Nie chcę już wracać do tamtego czasu, chociaż wciąż bywają gorsze dni...Ale walczę i będę walczyć dopóki starczy siły i dopóki będą mnie wspierać moi prawdziwi przyjaciele.



piątek, 19 maja 2017

...

Padłam. Dosłownie. Trudno powiedzieć, czy po raz kolejny zaatakował mnie jakiś wirus czy zaszkodziły mi prace polowe na wietrze. Temperatura 38,7 stopnia, dreszcze, ból głowy, ból stawów skutecznie odebrały chęć wstania z łóżka. Na szczęście z pomocą przybyła moja Mama, która ogarnęła Bobasa i pozostałą dwójkę, dzięki czemu mogłam jako tako dojść do siebie. Pomogła witamina C przyniesiona przez Teściową. Przeżyłam.

środa, 7 stycznia 2015

Powrót...

...do szkoły, przedszkola i pracy...Dom wyludnił się, a ja zostałam sama z kubkiem gorącej kawy. Czekam na swoją drugą zmianę...Nisiula czekała na powrót do szkoły z wielką niecierpliwością, Junior spłakał się, ale najważniejsze, że ani w szatni ani pod drzwiami sali nie robił żadnych drastycznych scen. Wszedł, wtopił się w tłum kolegów i tyle...Migdałowy po dwóch tygodniach leniuchowania pojechał na pierwszą zmianę...Juz zapomniałam jak to jest, kiedy nikogo nie ma w domu...Jakoś tak...smutno...?!?