Padłam. Dosłownie. Trudno powiedzieć, czy po raz kolejny zaatakował mnie jakiś wirus czy zaszkodziły mi prace polowe na wietrze. Temperatura 38,7 stopnia, dreszcze, ból głowy, ból stawów skutecznie odebrały chęć wstania z łóżka. Na szczęście z pomocą przybyła moja Mama, która ogarnęła Bobasa i pozostałą dwójkę, dzięki czemu mogłam jako tako dojść do siebie. Pomogła witamina C przyniesiona przez Teściową. Przeżyłam.